kultowe samochody z filmow i serialu

Kultowe samochody prosto z filmów i seriali – część I

Kinowe hity potrafią wykreować nie tylko bohaterów i stać się trampoliną do wielkiej kariery dla aktorów. Na sukcesie niejednej produkcji zyskały też firmy motoryzacyjne. Modele ich aut, wcześniej znane głównie pasjonatom, od pewnego momentu umiał rozpoznać każdy. Trzy pierwsze spośród wielu warto sobie przypomnieć i przy okazji poznać ich historię.

DeLorean DMC-12 z Powrotu do przyszłości

Wśród kultowych samochodów znanych z filmów zdecydowanie przeważają modele znanych marek. W tym przypadku stało się jednak inaczej. Pojazd, którym poruszali się bohaterowie Powrotu do przyszłości, to produkt marki tak niszowej, jak tylko się da. Dość powiedzieć, że DMC-12 to jedyne auto wyprodukowane przez firmę DeLorean.

Początki firmy DeLorean

Futurystyczny wehikuł idealnie pasował do konwencji filmu. Historia marki nie jest jednak tak zabawna, jak obraz Roberta Zemeckisa. Dzieje firmy zaczynają się w 1975 roku. Wtedy właśnie John DeLorean, jeden z dyrektorów General Motors, odszedł z pracy.

DeLorean twierdził, że sam dokonał wyboru. Prawdopodobnie jednak został zwolniony ze względu na nadmierne zamiłowanie do używek i inne ekscesy wpływające na wizerunek koncernu. Jaka nie byłaby prawda, faktem jest, że założył firmę, którą nazwał własnym nazwiskiem. Szybko też udowodnił, że wcale tak dobrze nie zna się na motoryzacyjnym biznesie.

Szybki początek i koniec fabryki DeLorean

Problemem była już sama koncepcja biznesu. Uruchomienie linii produkcyjnej w Belfaście w Irlandii Północnej w celu produkowania aut dla konsumentów z USA narażało firmę na problemy z wahaniem kursu walut.

Co więcej, do tych kłopotów faktycznie doszło. Samochód, który miał kosztować 12 tys. dolarów, ostatecznie był oferowany za cenę ponad dwukrotnie wyższą.

DeLorean DMC-12 nie grzeszył też osiągami i pozostawał sportowy głównie z wyglądu. Maksymalna prędkość wynosiła tylko 180 km/h, a moc silnika 130 KM. Obrazu nędzy dopełniała awaryjność pojazdu. Dwa lata po upadku firmy DeLorean, w 1985 roku, DMC-12 doczekał się jednak swojej chwili sławy dzięki kultowemu filmowi science fiction.

Ferrari Testarossa z Miami Vice

Serial, którego polski tytuł to Policjanci z Miami, bez wątpienia można nazwać jednym z symboli lat 80. Kolorowe koszule i garnitury do dziś są głównymi skojarzeniami o tej dekadzie w USA. Ich dopełnieniem stał się samochód tak inny od tych, którymi jeździli prawdziwi i filmowi stróże prawa.

Współpraca twórców serialu z Ferrari

Pierwszy odcinek serialu został wyemitowany w 1984 roku. Jego twórców nie było jednak stać na wykorzystywanie drogiego samochodu. Z tego powodu zdecydowali się na zmontowanie hybrydy. Z tańszego od Ferrari Chevroleta Corvette C3 wzięli większość podzespołów. Karoseria przypominała z kolei dość już leciwe Ferrari Daytona Spyder 365 GTS/4.

Sukces seriali skłonił zarząd Ferrari do nawiązania współpracy z twórcami Miami Vice. W ten sposób weszli w posiadanie dwóch modeli Testarossa. Przed nagraniem kolejnych odcinków auto trzeba było jednak przemalować. Czarny pojazd źle wyglądałby w trakcie kręcenia ujęć nocnych. Stąd właśnie decyzja o pokryciu obu białym lakierem.

Jak na Ferrari przystało, Testarossa imponowała osiągami. Maksymalna prędkość samochodu wynosiła 295 km/h. Pierwsze 100 km/h osiągał po 5,3 s. Wyścigowy bolid dostępny był tylko w jednej wersji, czyli coupé. Klienci nie mieli też pola wyboru co do przekładni, ponieważ producent montował tylko ręczną, mającą 5 biegów.

Serialowe Ferrari Testarossa po latach

Dlaczego twórcy potrzebowali dwóch identycznych samochodów? Ze względu na jedną ze scen, w której jeden z pojazdów naprawdę zniszczono. Drugi egzemplarz jednak przetrwał. Co więcej, przez lata był serwisowany w autoryzowanych warsztatach włoskiego koncernu. Przy tym niewiele jeździł. Licznik zatrzymał się na wartości nieco ponad 16 tys. km.

Niemal nowy pojazd, pieczołowicie serwisowany, a do tego z certyfikatami autentyczności nie mógł dłużej stać w garażu. Najwidoczniej jednak cena wywoławcza samochodu odstraszyła potencjalnych kupców. Wydatek na poziomie 1,75 mln dolarów okazał się za duży nawet dla zamożnych kolekcjonerów.

O wiele lepiej sprzedawały się identyczne modele Testarossy, ale niemające nic wspólnego z serialem. Jeden z nich w 2017 roku został nabyty w Kanadzie. Co jednak z oryginałem? W sieci nie ma informacji o tym, by został komuś oddany. Pozostaje mieć nadzieję, że samochód nadal jest prawidłowo serwisowany i kiedyś znajdzie się na niego kupiec.

Aston Martin DB5 z Goldfingera

Przez kilkadziesiąt lat istnienia serii filmów o przygodach Jamesa Bonda brytyjski agent jeździł wieloma luksusowymi i szybkimi samochodami. Warto więc przypomnieć sobie pierwszy pojazd, jakim się poruszał. Jak przystało na produkcję z UK, twórcy wybrali model ikony tamtejszej motoryzacji. W filmie Goldfinger z 1964 roku Sean Connery jeździł jednym z najnowszych wówczas superaut.

Produkcja i osiągi Aston Martina DB5

Aston Martin DB5 należał do klasy luksusowych samochodów sportowych. Projektanci koncernu z Gaydon stworzyli trzy wersje pojazdu. Agent Jej Królewskiej Mości poruszał się wariantem coupé, czyli z dachem przymocowanym na stałe do reszty nadwozia. Oprócz tego powstały jeszcze kabriolety i auta typu shooting brake, którym najbliżej do współczesnych kombi.

Pierwszy samochód Jamesa Bonda stał się w latach 60. prawdziwą luksusową wyścigówką. Moc jego silnika wynosiła 282 KM, a pojemność 4 tys. cm³. Aston Martin DB5 mógł rozpędzić się do 230 km/h. Takie osiągi były możliwe także dzięki masie wynoszącej przeciętnie 1,4 t.

Dziś egzemplarze tego modelu są niezwykle cenne nie tylko ze względu na obecność w legendarnym filmie i kilku kolejnych częściach z różnych dekad (np. GoldenEye i Casino Royale). Auta produkowano tylko przez dwa lata, do 1965 roku. Przez ten czas z taśmy produkcyjnej zjechało nieco ponad 1 tys. sztuk.

Filmowy Aston Martin DB5

Samochody schodzące z taśmy produkcyjnej odznaczały się doskonałością, ale dla Jamesa Bonda to było za mało. Supersamochód brytyjskiego agenta musiał mieć dodatkowe gadżety do ataku i obrony przed wrogami. Przed twórcami Goldfingera pojawiło się trudne zadanie – przebudowa fabrycznej wersji pojazdu.

Efekty specjalne w tamtych czasach jeszcze nie istniały, więc dodatkowe wyposażenie naprawdę trzeba było zamontować. Aston Martin DB5 zyskał:

  • obracane tablice rejestracyjne;
  • karabiny maszynowe w przednich kierunkowskazach;
  • fotel kierowcy z funkcją katapulty;
  • kolce do rozcinania opon innych aut;
  • wysuwaną z tyłu metalową płytę chroniącą przed pociskami;
  • telefon (w niefilmowych samochodach pojawiły się dopiero w latach 80.);
  • wysuwane zderzaki;
  • radar.

Dodatkowe wyposażenie (choćby metalowa płyta) zwiększało wagę samochodu. Widzowie nie mieli tej świadomości, ale twórcy Goldfingera coś musieli z tym zrobić. Najprościej było skorzystać z dwóch aut. Cięższe tylko jeździło, a lżejsze wykorzystywano w scenach kaskaderskich.

Wariant z dodatkowym wyposażeniem został sprzedany w 2022 roku. Nabywca zapłacił za niego prawie 3 mln funtów.