pilka nozna

Against Modern Football – jak kibice walczą z komercjalizacją piłki nożnej?

Piłka nożna jest bez wątpienia wyjątkowym zjawiskiem. Żaden sport nie przyciąga takich tłumów na stadiony i przed telewizory. Mało która dyscyplina dorównuje futbolowi pod względem ilości wydawanych i zarabianych pieniędzy. Nie wszyscy jednak są tym zachwyceni. Kim są zwolennicy ruchu Against Modern Football i co im przeszkadza w ich ulubionym sporcie?

Czym jest ruch Against Modern Football?

Against Modern Football to, jak wskazuje nazwa, ruch skupiający przeciwników współczesnej piłki nożnej. Osoby, które identyfikują się z tą ideą, nie zgadzają się na postępującą komercjalizację tej dyscypliny. Według nich procesy, które rozpoczęły się w latach 90., oderwały futbol od lokalnych społeczności. Tym samym uważają, że dziś jest on już tylko produktem dla masowego klienta.

Największe grupy zwolenników koncepcji Against Modern Football mieszkają w Europie Zachodniej. Wynika to z faktu, że właśnie tam piłka nożna stała się wielką machiną biznesową. Co więcej, to w krajach takich jak m.in. Wielka Brytania, Niemcy, Włochy i Hiszpania kibicowanie stało się częścią kultury. Niekiedy też chodzenie na mecze to wyraz przynależności politycznej i narodowej.

Zjawisko Against Modern Football pozostaje w cieniu wielkiego futbolu. Po części tak ma być. Kibice lokalnych drużyn oraz tych wyrosłych w kontrze do wielkich klubów nie zabiegają o kontrakty telewizyjne. Wręcz przeciwnie – to m.in. media uważają za winne tego, co się stało. Przyczyną ciszy nad ruchem AMF jest też brak organizacji. Nie ma tu jednej, paneuropejskiej grupy, lecz szereg regionalnych inicjatyw.

Piłka nożna według zwolenników ruchu Against Modern Football

Ktoś, kto jeszcze nie zetknął się z fenomenem AMF, może zastanawiać się, czemu w ogóle komuś miałaby przeszkadzać komercyjna piłka nożna. Przecież bez pieniędzy nie da się zbudować dobrych drużyn. Szkopuł w tym, że w takie rozważenie wkrada się myślenie polskiego kibica, a więc człowieka z zazdrością patrzącego na sukcesy zachodnich klubów. Wielu ludzi z tamtych stron sprawy widzi inaczej.

W Polsce nigdy nie doszło do zjawiska, z którym spotkało się wielu kibiców w Anglii. Zgodnie z zamysłem tamtejszych działaczy i sponsorów dotychczasowego widza z klasy robotniczej miał zastąpić przedstawiciel klasy średniej. Zamożniejszy od pracownika fabryki będzie skłonniejszy kupować oryginalne, a więc drogie gadżety, np. koszulki. W ten sposób choć trochę dorzuci się do kontraktów piłkarzy.

Co ważne, proces zapoczątkowany u zarania Premier League (powstała w 1992 roku) udało się zrealizować. Coraz wyższe ceny biletów i karnetów sezonowych skutecznie odstraszyły dawnych kibiców. Nowych fanów nie da się już tak nazwać. To już tylko konsumenci, często turyści, dla których mecz jest zaledwie jednym z punktów na mapie atrakcji miasta.

Od popularyzatorów idei Against Modern Football obrywa się też osobiście właścicielom drużyn. Zarzuca się im, że swoje kluby traktują jak luksusowe zabawki, narzędzia sportwashingu albo po prostu kolejne elementy swoich biznesów. Zwolennicy AMF oskarżają biznesmenów o brak emocjonalnego związku z drużynami. Niestety, przeciwnicy współczesnej piłki nożnej, często mają rację.

Przykłady drużyn powstałych dzięki ruchowi Against Modern Football

Z racji tego, że z fenomenem Against Modern Football można się spotkać głównie na lokalnych boiskach, o wielu klubach w ogóle nie słychać. Na większy lub mniejszy rozgłos mogą liczyć głównie organizacje założone w proteście przeciwko działaniom właściciela słynniejszej drużyny. Oto dwie ekipy, które powstały z tego właśnie powodu.

FC United of Manchester

Angielska drużyna być może jest jednym z pierwszych przykładów sukcesów ruchu AMF. Nowy klub powstał już w 2005 roku jako wyraz sprzeciwu wobec działań większościowego udziałowca Manchesteru United. Amerykański miliarder Malcolm Glazer, a potem też jego synowie, zadłużali dobrze prosperującą organizację. Wielu kibiców miało tego dość i zdecydowało się zagrać bogaczom z USA na nosie.

Założyciele FC United of Manchester nie byli więc przeciwko ówczesnej piłce nożnej jako takiej. Po latach ich twór okazał się jednak najsłynniejszą ekipą skupiającą osoby, którym bliskie są idee AMF. Na meczach grającego w niższych ligach klubu można kibicować jak dawniej, czyli żywiołowo, na stojąco i z użyciem pirotechniki. Cisza i spokój rodem z Premier League nie jest tam mile widziana.

Austria Salzburg

Drużyna z Anglii w zasadzie przypadkiem stała się symbolem ruchu Against Modern Football. Zupełnie inaczej stało się pod Alpami. Tamtejszy klub, czyli Austria Salzburg, został założony w 1933 roku. Pod tą nazwą, do tego niezmiennie z fioletowymi barwami, przetrwał do 2005 roku. Wtedy zespół kupił koncern Red Bull. Jego włodarze za nic mieli tradycje i zdanie lokalnych kibiców.

Jak można się domyślić, fani nie chcieli słyszeć o zmianie barw, herbu i nazwy. Bojkot nowej organizacji piłkarskiej zaczął się, gdy nowi właściciele zdecydowali, że fioletowe mogą być co najwyżej getry bramkarza. Od tej pory istnieją dwa zespoły. W miejscowej Bundeslidze gra Red Bull, a w rozgrywkach regionalnych Austria. Co ciekawe, tej drugiej drużynie zdarzyło się zagrać z… FC United of Manchester.

Inne kluby piłkarskie powiązane ze zjawiskiem Against Modern Football

Oprócz klubów grających w niższych ligach istnieją też ekipy, które nie odżegnują się wprost od rywalizacji z największymi. W ich przypadkach związki z ruchem AMF dotyczą podejścia do kibica. Innym razem fanaberie właściciela stawiają sympatyków niewyróżniającej się drużyny w roli przeciwników komercjalizacji piłki nożnej. Warto poznać dwa (a w zasadzie trzy) takie przykłady.

FC Sankt Pauli Hamburg

Ten zespół jest ze wszech miar wyjątkowy. Wyróżniają go nawet barwy. Trudno znaleźć drugi klub, którego piłkarze grają w brązowych koszulkach. Do tego siedziba drużyny mieści się w miejscowej dzielnicy czerwonych latarni. Co więcej, czerwoni, pod względem politycznym, są też kibice FC Sankt Pauli. Flag w tym kolorze na trybunach nie brakuje.

Zespół z Hamburga słynie ze wspierania lewicowych idei. Ich promocja nie kończy się na banerach. Na stadionie często odbywają się manifestacje poparcia dla różnego typu działań równościowych. Mecze FC Sankt Pauli mają być świętem dla każdego, niezależnie od pochodzenia, poglądów, wyznania i orientacji. Utrzymywane na niskim poziomie ceny biletów służą z kolei walce z wykluczeniem majątkowym.

Piraci nigdy nie wygrali żadnego trofeum. Do tego kilka razy wisiało nad nimi widmo bankructwa. Wierni kibice jednak zawsze trwali przy swojej drużynie. Dzięki temu czasem mogą podziwiać swoich zawodników w walkach z najlepszymi ekipami Bundesligi. Pod tym względem, a także przywiązania do lewicowych wartości i oddaniu mimo braku sukcesów przypominają fanów Rayo Vallecano Madryt.

Cardiff City

Dołączenia do awangardy futbolu nie spodziewali się za to fani drużyny ze stolicy Walii. Kiedy w 2010 roku dość biedny klub przejmował Vincent Tan, wszystko wydawało się zmierzać w dobrym kierunku. Miliarder z Malezji miał zamiar uczynić z Cardiff City coś więcej niż tylko ekipę kopiącą w piłkę w niższych ligach angielskich. Przy okazji w jego głowie narodził się jednak iście szatański plan.

Jak doprowadzić do szału kibiców uczy, choć nie bawi, przykład Austrii Salzburg. Vincent Tan nie poszedł aż tak daleko i łaskawie zostawił dotychczasową nazwę klubu. Stwierdził jednak, że zamiast niebieskiego ptaka lepszy będzie czerwony smok. Jak uznał, tak zrobił, a przy okazji zmienił barwy koszulek. Ponad wiek tradycji uleciał jak Bluebird z klubowego emblematu.

Po dwóch latach, w 2015 roku, właściciel dał się przekonać do cofnięcia swojej decyzji. Jednak to, co wcześniej uczynił, doskonale wpisuje się w obawy ruchu Against Modern Football. W imię komercjalizacji, czyli w tym przypadku podbicia serc konsumentów z Dalekiego Wschodu, Vincent Tan pozbył się herbu, z którym od więcej niż stu lat identyfikowały się kolejne pokolenia miejscowych kibiców.

Against Modern Football – wiatr zmian czy idea bez przyszłości?

Przytoczone przykłady drużyn zaliczanych do reprezentantów ruchu AMF nieco się od siebie różnią. Raz poszło o politykę klubu, kiedy indziej o brak szacunku do tych najważniejszych, czyli lokalnych fanów. Niekiedy o byciu częścią opisywanego zjawiska decydują poglądy polityczne. Za każdym razem można jednak zadać sobie pytanie, czy cały ten ambaras ma sens.

FC United of Manchester nie zmienił postępowania właścicieli Czerwonych Diabłów. Red Bull Salzburg i tak istnieje, a do tego ma kibiców w samym mieście. Również na meczach Cardiff City mimo wszystko bywali ludzie w czerwonych koszulkach ze smokiem na piersi. Jako taki wpływ na środowisko piłkarskie ma tylko FC Sankt Pauli Hamburg. Takie zespoły na zawodowym poziomie to jednak rzadkość.

Against Modern Football należy więc uznać tylko za ciekawostkę. Większość osób pójdzie jedną z dwóch dróg – akceptacji albo odrzucenia. Pierwsi są w stanie przyjąć futbol takim, jaki jest. Pozostali przestaną się nim interesować. Walka o lepszą, pełną społecznych wartości piłkę nożną, pozostanie domeną nielicznych idealistów. Im jednak, jak nikomu innemu, warto kibicować w tych zmaganiach.